Wspinaczka tradowa w Peak District
Wielka Brytania

Grit nie wybacza. Wspinaczka tradowa w Peak District

Wspinanie w gricie to esencja brytyjskiego tradu. Szorstki piaskowiec Peak District wymusza perfekcyjną technikę, koncentrację i umiejętne osadzanie własnej asekuracji. Ten artykuł wprowadza w specyfikę gritu — od geologii i technik wspinania, przez sprzęt i asekurację, po historię i kulturowe osobliwości, które uczyniły gritstone legendą.

Tort Geologiczny

Grit, czyli gritstone, jest rodzajem piaskowca — o wiele jednak twardszym i bardziej porowatym. Dzięki temu, z punktu widzenia wspinaczkowego, umożliwia bezpieczniejsze osadzanie własnej asekuracji. Porowatość skały wpływa też na zdolność absorpcji wody, a zatem na szybkość jej schnięcia.

Roaches i Hen Cloud – widok na południowy wschód (fot. Alex Bishton, Wikipedia)

Budowę geologiczną Peak District stosunkowo łatwo sobie wyobrazić. Na początku, a raczej na samym dnie, mamy jakieś tam prastare skały magmowe. Na nich kładzie się warstwa wapienia, następnie łupki ilaste i dopiero na to grit, który z kolei przykryty jest kolejnymi warstwami, w tym węglonośnymi (stąd kopalnie w Manchesterze i Sheffield). Następnie ten „tort” uległ ruchom górotwórczym — wybrzuszając się. Po czym kilka epok lodowcowych „odcięło” wierzchołek, pozostawiając po bokach pasma gritu (wschodnia i zachodnia krawędź), a pośrodku skały wapienne… Tak można by to opisać w dużym skrócie kilkadziesiąt milionów lat historii.

Na co się nastawić?

Wspinanie w gricie wymusza użycie poprawnej techniki, a do tego wymaga 100% zaangażowania i koncentracji. Nie ma tu miejsca na kompromisy — wszystko albo nic. Albo wspinacz odczuje fantastyczną satysfakcję, albo haniebne upokorzenie. Grit niczym stara Cyganka prawdę powie — miło połechcze wszelkie mocne strony wspinacza, ale z drugiej strony bezwzględnie obnaży wszystkie słabości. Nic się nie ukryje.

Trzema niezbędnymi technikami pozwalającymi cieszyć się (choć jeszcze nie w pełni) wspinaniem po tym rodzaju skały są:

  • klinowanie — wszelkich możliwych członków, czyli palców, dłoni, rąk, tułowia, nóg etc., we wszelkich możliwych rozmiarach szczelin, rys i przerysów;
  • dülfer — który okazuje się pomocny nie tylko przy pokonywaniu rys, ale i kantów;
  • wspinanie na tarcie — i wszystko, co się z tym wiąże (balans, pozycja ciała etc.). Jest ono zresztą nieodłącznym elementem każdego piaskowca, przy czym grit jest dość szorstki, a zatem niejako sam w tym pomaga. Ekstremaliści powinni zwrócić uwagę na polepszanie się właściwości tarciowych skały wraz ze spadkiem temperatury powietrza.

W przygotowaniu fizycznym warto położyć nacisk na wspinanie po oblakach — a co za tym idzie, na siłę przedramion. W zasadzie nie ma tu „zadawania” z palców. Pomocna bywa również dynamika i skoczność… co ostatecznie można zastąpić szerokim zasięgiem ramion.

Na wielu pasażach przydatna będzie także umiejętność „zadania” z niewielkiego otoczaka (pebble) — ze względu na minimalne rozmiary chwyt wygląda raczej jak szczypanie, tak jakby wspinać się, trzymając główki niewielkich śrubek.

Z czym do wora?

Na zdecydowanej większości dróg nie ma stałych punktów asekuracyjnych — a te, które można gdzieniegdzie znaleźć, to przeważnie haki liczące sobie niejednokrotnie grubo ponad 50 lat. Zatem niezbędne jest uzbrojenie się we własny zestaw żelaza.

Podstawą szpejarki są wszelkiego rodzaju mechaniki idealnie wpasowujące się w gritowe szczeliny i rysy. Idealnie byłoby posiadać zdublowane rozmiary, co zapewniłoby komfort niemal w każdej rysie. Dobrym uzupełnieniem, choć niezbyt popularnym na Wyspach, są tricamy siadające w wąskich kieszeniach (okazjonalnie może się zdarzyć, że będą jedyną możliwą asekuracją).

Kości, ze swej natury mniej funkcjonalne (nawykiem w gricie powinno być ich uważne osadzanie), przydadzą się w węższych rysach — niemniej jednak jeden komplet będzie wystarczający. Całość można uzupełnić większymi heksami. Do „żelastwa” dodajemy kilka pętli — nie tylko do zakładania przelotów, ale i stanowisk (także górnych, oczywiście). Zaletą stosunkowo niewysokich skał w Peak jest możliwość wykorzystania liny do tego celu, co zresztą miejscowi czynią nagminnie. Do tego dochodzi jeszcze zestaw… ekspresów.

Nietypowa asekuracja na „Master’s Edge” E7 6c, Yorkshire (fot. Andrea Cossu)

Na większości gritowych dróg wystarczająca jest pojedyncza lina — niemniej zdarzają się przypadki konieczności zastosowania dwóch (czasami nawet trzech) lin połówkowych prowadzonych oddzielnie. Początkujący tradowcy powinni jednak rozważyć swoje umiejętności takiego prowadzenia liny — czasami lepiej będzie przedłużyć przelot niż „bawić się” linami.

Warto też przestrzec przed odmiennością standardów brytyjskich w technikach pracy z liną! O tyle istotne, że lokalsi mogą poczuwać się w obowiązku wyjaśnienia przybyszom „jedynego właściwego sposobu”. Przykłady? Trzykrotnie zwrócono mi uwagę, że powinienem raczej przewiązać się w łącznik, a nie łączyć pas główny i łącznik udowy uprzęży… Poza tym nie stosują oni punktów wysyłowych na górnych stanowiskach. O ile nie jest to jeszcze wielka tragedia, to używanie pojedynczej liny jako połówkowej zakrawa już na szaleństwo. Nawet szanowany przewodnik Rockfaxa poleca taką alternatywę. Pomijając „upierdliwość” dwutorowego prowadzenia lin tego samego koloru (szczególnie dla asekuranta), w razie odpadnięcia prowadzący narażony jest na podwojenie sił na niego działających.

Wracając do sprzętu — do pełni szczęścia przyda się jeszcze plaster, zarówno przed wbiciem się w niektóre drogi, jak i czasami po. Oczywiście szczoteczka do czyszczenia również może się okazać niezbędna. Warto też zabrać kraszpada chroniącego przed nieubezpieczalnymi początkami dróg.

Zdarzają się pasaże, na które niezbędne będą szczególne żelaza typu mikrokości lub mikrofriendy — jest to jednak specyfika pojedynczych linii i najlepiej zaopatrzyć się w nie na miejscu, po wcześniejszej wizji lokalnej.

Na koniec mała porada: nie ma dodatkowych punktów za styl za targanie całego posiadanego żelaza na 10-metrowe drogi w gricie. Zabieramy tylko to, co — w naszej ocenie — będzie potrzebne, plus coś do budowy stanowiska, i wspinamy się niejako „na lekko”.

Apgrejd Szpejarki

Kamienie

Otoczaki (pebbles) z nasypów kolejowych już od lat 20. minionego stulecia były używane do osadzania w szczelinach skalnych celem protekcji. Za pionierów tej metody uważa się Morleya Wooda oraz Freda Pigotta, którzy w ten sposób pokonali kilka dróg w walijskim Cloggy. Na marginesie warto wspomnieć, że ten ostatni został później prezesem BMC (brytyjskiego odpowiednika PZA).

Naturalne odłamki skalne (chockstones) sztucznie wkładane w szczeliny są osobliwością wielu starych dróg w gritach. Wraz z wprowadzeniem do użycia wielkich mechaników część ludzi zaczęła domagać się usunięcia „kamieni”, z drugiej jednak strony wielu wspinaczy wierzy, że historyczny kontekst pierwszego przejścia powinien być nie tylko zachowany, ale wręcz konserwowany.

Zasmakować zaklinowanych kamieni można choćby na Right Eliminate E3 5c w Curbar, której swoisty opis daje Graham Hoey:

Droga ta jest brutalna, a jednak wspaniała — prawdziwy test off-widthowej techniki. Pierwszy raz zrobiłem ją w szortach i długich, wzorzystych getrach, targając do góry wyłącznie największą moją kość (heksa numer 10). Były tam zaklinowane dwa kamienie — co oznaczało dwa przeloty, dwa stopnie i dwa chwyty. Dotarłem do końca wyczerpany, chciało mi się rzygać, a dwie moje rzepki kolanowe były zdarte. Złożyłem wtedy śluby, że już nigdy nie wrócę na tę drogę.

28 lat później — uzbrojony w dwa Friendy #4, olbrzymiego Camalota oraz parę solidnych spodni — zmieniłem zdanie. Żaden z mechaników nie był odpowiedniej wielkości, a w rysie włożony był tylko jeden kamień! Dotarłem do końca wyczerpany… etc. Przynajmniej kolana były całe. Jeśli wrócę na nią za kolejne 28 lat, będę miał 75… Czy chciałbym to zobaczyć?

Drewno

Drewniane kliny były używane przed wynalezieniem dużych camów do ubezpieczania w szerokich rysach, takich jak choćby Forked Lightning Crack w Heptonstall, poprowadzona przez Dona Whillansa w 1961 roku.

Francuscy przewodnicy z Chamonix musieli się nieźle zdziwić, kiedy Brown i Whillans do przejścia legendarnej Fissure Brown VII (1954) na zachodniej połaci Blaitière użyli klinów o szerokości… 75 cm.

Oczywiście technika z czasem poszła do przodu i Andy Grieve, w trakcie pierwszego przejścia on-sight drogi Garth w kamieniołomie Hazard, posiłkował się trzema rozwidlonymi gałęziami, ręcznie osadzanymi.

Seb Grieve (bez pokrewieństwa z powyższym) nie był natomiast świadomy mocy drzemiącej w drewnie, kiedy w 1991 roku dokonywał pierwszego przejścia Clippity Clop w Ramshaw, pokrzykując:

„Jestem Jerry Moffat! Jestem Jerry Moffat! Wspinam się na wędkę…”.

Przejście to odbyło się na żywca. Ta forma psychologicznej asekuracji została później zastąpiona przez powtarzających drogę z dużą deską — do czasu pojawienia się na rynku megaszerokich camów.

Metal

Metalowe „zabawki” to oczywiście najbardziej oczywisty i powszechnie stosowany sprzęt wspinaczkowy. Pogrzebacz z CIC Hut został użyty podczas pierwszego przejścia Point Five Gully V 5 na Ben Nevis. Było to jednak tylko preludium do dalszych ekstrawagancji.

Na Spanner Wall E2 5c w Running Hill Pits do asekuracji służy na stałe wbity w wywierconą dziurę olbrzymi klucz. Aby zachować wycenę powagi drogi, nie należy się go chwytać.

Johnny Dawes był solidnym adeptem ręcznego osadzania żelaza — co skutecznie praktykował na wielu ze swoich „klejnotów” w gritach, na czele z Braille Trail w Burbage, gdzie użył RURP-a oraz sześciocalowego gwoździa, przyklejając to wszystko taśmą… dla pewności. O ile gwóźdź pozostał jako przelot, to pierwszy punkt ewoluował: od knifeblade’a, aż do użycia — przez Katy Whittaker — klamki do drzwi.

Katy Whittaker na „Braille Trail” E7 6c, Burbage (katywhittaker.com)

Pomimo że skyhooki zostały wynalezione do zastosowań hakowych, znalazły również swoje miejsce w gritstone — oczywiście jako asekuracja prowadzeń. Dominują tu dwie „zwalczające się szkoły” utrzymywania ich w miejscu: pierwsza zakłada przyklejenie skyhooka plasteliną, druga — dociążenie go hakiem zamocowanym na gumce recepturce.

Lewarek samochodowy niekoniecznie musi służyć do asekuracji na klasycznej Right Unconquerable HVS w Stanage — został natomiast użyty do odzyskania zatartego (zjedzonego) cama. Przy okazji odpadł spory kawałek flejka (wafla?).

Plastik

Nie znalazł jeszcze powszechnego zastosowania w gritach wynalazek Nialla Grimesa, który podczas festiwalu Deep Water Soloing (DWS) w Portland w 2002 roku obwinął się folią bąbelkową.

Nylon

Lina od wielu lat stanowi integralną część systemu asekuracyjnego wspinacza. Ponownie jednak Johnny Dawes wykazał się inicjatywą podczas solowego przejścia Charlotte Rampling E6 6b na Gardoms Edge, kiedy to skonstruował nad ziemią coś na kształt pajęczej sieci, mającej zamortyzować (bo trudno mówić o wyłapaniu) ewentualną glebę.

W rzeczywistości cała ta przeplatanka była jedynie uzupełnieniem butwiejących darni trawy, które stanowiły podstawę asekuracji. Można powiedzieć, że była to prehistoryczna forma kraszpadów. Zresztą wyraźnie widać, że Dawes zmierzał w stronę udoskonalenia tej metody, korzystając nie tylko z materacy łóżkowych, ale również z poduszek i kołder.

„Gaia” E8 6c — dla wspinacza obeznanego z E8 ruchy 6c są względnie łatwe (fot. Andrea Cossu)

Czymże jednak jest uplecenie pajęczyny przy zwyczajowej asekuracji na Beau Geste E7 6c w Froggatt, gdzie 14-metrowy pasaż z dwoma efektywnymi przelotami prowadzony jest z użyciem trzech lin i dwóch asekurantów!

Urządzenia kuchenne

Idąc śladem pionierów zacierających kamienie w szczelinach, Martin Crook oraz George Smith posunęli się o krok dalej, osadzając w ten sposób… metalowe czajniki, jako jedyną asekurację na drogach. Przy czym należałoby to już raczej rozpatrywać w kategoriach poważnego zaburzenia.

Co może zaskoczyć?

Przyglebowanie jest stałym zagrożeniem na stosunkowo niewielkich gritowych skałach, zatem niezbędne jest zakładanie przelotów jak najniżej oraz osadzanie ich we wszystkich miejscach dających ku temu szansę — nawet jeśli ocena drogi wygląda na „nieprawdopodobną do odpadnięcia”.

Pomimo że nie jest to rekomendowane, warto rozważyć założenie jako pierwszego przelotu punktu wielokierunkowego (np. mechanika lub dwóch kości pracujących w przeciwnych kierunkach), co zabezpieczy przed jego wypadnięciem przy poruszaniu liną.

„Zjadające” friendy szczeliny są dość częstym zjawiskiem. Jeśli założony mechanik jest zbyt mały dla rysy, może to powodować jego przesuwanie się w głąb, wydatnie wspomagane przez pracującą linę. Zatem nie należy osadzać friendów zbyt głęboko.

Siebe Vanhee na „End of the Affair” E8 6c, Derbyshire (fot. Andrea Cossu)

Asekurowanie bywa kłopotliwe. Można spędzić lata, próbując dopasować kości do właściwej „dziury”. Czasami warto więc się rozejrzeć — w pobliżu może znajdować się spory bloczek, na który da się założyć pętlę lub po prostu zarzucić linę. Jest to jedna z najprostszych, a czasami i najbezpieczniejszych metod asekuracji.

Mechacenie się liny jest oczywistym skutkiem szorstkości gritu. Na szczególną uwagę pod tym względem zasługuje wspinanie na wędkę, powtarzające się odpadnięcia w tym samym miejscu oraz asekurowanie drugiego, kiedy lina trze o krawędź skały.

Pośpiech i niewłaściwe przygotowanie mogą mieć opłakane skutki dla skóry podczas klinowania w gricie. Niezbędny wydaje się taping, jeśli skóra jest zbyt delikatna lub nie dysponujemy właściwą techniką.

Mikrosłownik

Kilka terminów i wyrażeń nie spotykanych w innych kulturach wspinaczkowych.

  • Ballpoint — sytuacja, w której wspinacz twierdzi, że dokonał przejścia, choć w rzeczywistości tego nie zrobił.
  • Batmaning — inne określenie na hangdogging.
  • Beta — analityczne zdobywanie wiedzy na temat drogi, np. przez wywiad środowiskowy, czytanie artykułów i przewodników, oglądanie filmów czy podglądanie przez lornetkę. W zależności od zakresu wiedzy przejście może zostać zaliczone jako OS lub Flash.
  • Cheating — twierdzenie, że dokonało się przejścia w lepszym stylu, niż miało to miejsce w rzeczywistości.
  • Chockstone — zaklinowane kamienie w szparach i rysach, służące m.in. do asekuracji.
  • Frigging — niezbyt sprecyzowane określenie na przejście, które nie odbyło się w stylu akceptowalnym dla danej drogi.
  • Hangdogging — wiszenie na wędce bądź przelocie w celu „zapatentowania” drogi pod czyste prowadzenie; choć w odległej przeszłości niektóre pierwsze przejścia bywały w ten sposób zaliczane.
  • Headpoint — stylowy odpowiednik sportowego RP; „seksowniejsze” określenie prowadzenia z wcześniejszym patentowaniem.
  • Jobseeker’s Allowance — brytyjski zasiłek dla bezrobotnych, stanowiący główne źródło utrzymania znacznej części wspinaczy w Sheffield.
  • Last Great Grit Problems — „Ostatni Wielki Problem w Gricie”: niekończąca się lista projektów, z którą próbuje uporać się dane pokolenie. Pierwszy „Ostatni Wielki Problem” datuje się na 1915 rok i sięga obecnie wyceny VS 4c. Ostatnim zrealizowanym „Ostatnim Wielkim…” było przejście w 2009 roku Grety Berwick E9 7a/b przez Ryana Pasquilla 😉
  • Onsight Flash — czystsza odmiana OS-a, gdy wspinacz nie wie kompletnie nic o drodze (brak bety). Może wiedzieć jedynie, gdzie jest start i koniec oraz ile potrzebuje ekspresów.
  • Pebble — otoczak. W gricie na tyle mały, że można go używać jedynie przez „szczypanie”.
  • Sandbagging — wypuszczenie kogoś w drogę, do której nie ma on odpowiednich umiejętności i predyspozycji.
  • Teamworking — praca zespołowa jako podstawa sukcesu wspinaczkowego; nie może ona jednak polegać na stawaniu na ramionach w celu osiągnięcia lepszych chwytów.

Tekst ukazał się pierwotnie pod tytułem „Z Poradnika Młodego Bularza” w Magazynie Góry, nr (187) 12/2009.