Swanage Słoneczna Brytania

Swanage to jedno z najbardziej nieoczywistych miejsc na wspinaczkowej mapie Wielkiej Brytanii. Pięciokilometrowy, wapienny klif w hrabstwie Dorset uchodzi za najbardziej słoneczny rejon Wysp, ale jego prawdziwą wizytówką jest poważne, nadmorskie wspinanie tradowe. Zjazdy w pełnej lufie, przypływy, ekspozycja i psychiczne prowadzenia sprawiają, że to miejsce szybko weryfikuje wyobrażenia o „komfortowej” Brytanii.

Tym razem coś, w czym polscy tradowcy mogą się odnaleźć – niemal niekończące się wapienne klify hrabstwa Dorset. Zaraz, zaraz – ktoś mógłby zwrócić uwagę, że przecież Dorset to ponad 1200 pięknie obitych dróg sportowych w Portland. Gdzie tu miejsce na trada? A jednak jest. Spod naporu demonów Hilti, choć nie całkowicie, ostał się pięciokilometrowy, nadmorski klif w Swanage.

To miejsce szczególne na mapie Wysp Brytyjskich. Według meteorologów właśnie tutaj notuje się największą liczbę dni słonecznych w całej Wielkiej Brytanii. Sceptycy – i stali bywalcy – mogą złośliwie dodać, że to dość względne, bo nietrudno być „najbardziej słonecznym” rejonem w porównaniu choćby do Szkocji, gdzie deszcz pada przez blisko 280 dni w roku. Złośliwców nie brakuje. Faktem pozostaje jednak, że Swanage, dzięki klimatowi i południowej wystawie ścian, oferuje całoroczne wspinanie, a przy okazji przepiękne, piaszczyste plaże. Można tu zażyć rześkiej kąpieli, ponurkować albo po prostu się poopalać. Widok wspinaczy „łojących” w samych szortach w środku kalendarzowej zimy nie należy tu do rzadkości – więc chyba rzeczywiście nie jest tak źle.

Na krótkiej linie

Na początek coś dla… początkujących tradowców – a właściwie raczej na rozgrzewkę i zapoznanie się z charakterem skały. Idealnym miejscem do tego jest położony najbliżej parkingu, a zarazem samego miasta, sektor Subluminal. Oferuje on krótkie linie, w okolicach 10 metrów, startujące z wygodnej półki, bezpiecznie usytuowanej kilka metrów ponad granicą przypływów. Na większości dróg nie ma również problemu ze wzburzonym morzem.

Małym kruczkiem pozostaje jedynie dostęp na półkę – odbywa się on ze zjazdu. W związku z tym najdogodniejszy wycof prowadzi w górę klasyczną linią High Street Diff (II–III). Warto „skolekcjonować” tu kilka klasyków, takich jak łatwe, lecz wytężające Second Corner S 4a i First Corner S 4b, a także prowadzący do groty Avernus S 4a, którego wyjście wiedzie przez charakterystyczną dziurę w dachu. Sporo przyjemności może sprawić również łatwa, choć bardziej techniczna Freda VS 5a oraz Stroof E1 5c – trudniejsza, ale oferująca bardzo dobrą asekurację.

Podobnie wygląda sytuacja w sektorze Cattle Troughs, przedzielonym dwoma „amfiteatrami”. Wybór dróg jest tu wprawdzie uboższy (choć same linie są dłuższe), a jakość skały nieco gorsza, za to można zmierzyć się z czterowyciągowym trawersem Mr Ruckle E1 5a.

Zjazd zamiast podejścia

Po tych „zabawach” niewątpliwie przychodzi czas na coś poważniejszego. Będąc w sektorze Subluminal, wypada spróbować sił na jego wschodnim odcinku, znanym jako Black Zawn. To miejsce, gdzie można posmakować zjazdów w pełnej lufie – warto użyć kości, aby dotrzeć do stanowiska, które, rzecz jasna, jest wiszące. W ten sposób startują dwa klasyki: Astrid HVS 5a oraz Mars E2 5b. Na niektóre linie można wbić się wyłącznie w trakcie odpływu, jak choćby Io VS 5a.

Wszystkie drogi w Black Zawn są bardzo poważnym przedsięwzięciem. Należy unikać wspinania w tym miejscu nie tylko podczas przypływu, ale również przy wysokiej fali. Po zjeździe trzeba bezwzględnie pamiętać o przywiązaniu liny zjazdowej do stanowiska.

Tam, gdzie nie ma już półek

Pomiędzy wyżej wymienionymi sektorami znajduje się „zaledwie” kilometrowej długości i ponad czterdziestometrowej wysokości klif Boulder Ruckle. To teren dla bardziej doświadczonych tradowców: drogi są tu często przewieszone, mocno eksponowane, dwu- lub trzywyciągowe. Zjazdy odbywają się w pełnej lufie, wycofy wymagają małpowania, a startuje się z głazów – co prawda niezalewanych przez przypływ, ale przy większej fali… W zamian nie ma tu kolejek pod klasykami.

Prawdziwą przyjemność czerpać można w zakresie HVS–E3, tym bardziej że asekuracja jest solidna. Trudno wskazać konkretne linie – w tym miejscu niemal każdy pasaż zapewnia niezapomniane wrażenia. Warto jednak wspomnieć o uważanej za najładniejszą w całym Swanage Wall of the Worlds E5 6a: 45-metrowej linii z dobrze siadającym żelazem i jednym, wyraźnie zaznaczonym trudnym ruchem.

Myślę, że drogi od E3 w górę pozostaną poza zasięgiem większości wspinaczy. Po pierwszym zjeździe i tak psycha wyraźnie się kurczy. Zdecydowanie warto natomiast polecić wszystkie trzygwiazdkowe klasyki HVS, E1 i E2 z Rockfaxa – wspinania starczy tu na więcej niż jeden wyjazd.

Miejsce, które zostaje w głowie

Drogi w Boulder Ruckle zostawiają niezapomniane wrażenia na każdym, kto zdecyduje się tu zapuścić. Poczucie odosobnienia, jakie dzieli się tu z partnerem na linie, jest trudne do porównania z czymkolwiek innym we wspinaczce skałkowej – to miejsce, w którym zostaje się sam na sam z klifem, morzem i własną psychą.

Dla chętnych, którzy chcieliby dać lokalsom „psztyczka w nos”, wzorując się na przykładach amerykańsko-japońskich (czytaj: Magazyn Góry 176, 184), czeka sektor Blacker’s Hole. To właśnie tutaj znajduje się największa przewieszka Wysp Brytyjskich. Miejscami kąt nachylenia dochodzi do 45 stopni, a całość ciągnie się przez 50 metrów.

Najdłuższą linią jest czterowyciągowa Laughing Arthur E8 6b, która od ponad 21 lat czeka na pierwsze powtórzenie. Asekuracja nie powinna szczególnie przerażać – jest sporo haków i pętli, a po drugim wyciągu, prowadzącym rysą w kilkunastometrowym dachu, czeka wiszące stanowisko na spitach. Dalej jest już „łatwiej”.

Na pierwsze klasyczne przejście wciąż czeka również The Schwarzschild Radius F7c+/A1 – a dokładniej jego drugi wyciąg, prowadzący przez ośmiometrową rysę w dachu. Wstępne wyceny lokują trudności w okolicach F8a/a+. Podobnie wyceniona została Infinite Gravity, składająca się z trzech trudnych sekwencji (zacięcie, rysa i kilka daszków), przedzielonych miejscami pozwalającymi strząsnąć bułę. W sumie daje to 45 metrów wspinania. Droga jest solidnie obita (22 spity i haki), choć na pierwsze osiem metrów warto dorzucić kilka własnych kości.

Stan starych spitów, zjedzonych przez korozję, sprawia, że Blacker’s Hole pozostaje miejscem dla nielicznych – wymagającym dużego doświadczenia i świadomej akceptacji ryzyka.

Kiedy wiertarka wygrała

Zaraz, zaraz – jakie spity? Skąd w ogóle wzięły się tu wyceny francuskie? Jak już na wstępie wspomniałem, rejon nie oparł się wiertarkom. W okresie „burzy i naporu” lat 90. w Swanage ustalono, co można obijać, a co nie. W efekcie powstało kilka sektorów stricte sportowych.

Na marginesie nasuwa się ciekawe spostrzeżenie: mimo że Wielka Brytania uchodzi za jeden z bastionów tradycyjnego wspinania, drogi obite cieszą się tu znacznie większą popularnością niż tradowe. Wróćmy jednak do konkretów – a te związane są z dość bogatą ofertą właśnie dróg sportowych.

W kamieniołomach Winspit, Hedbury, Dancing Ledge oraz w sportowych sektorach Blacker’s Hole znajdziemy dobrze obite drogi, łatwy dostęp i – co nie bez znaczenia – osłonę przed wiatrem znad morza. W Winspit dominuje wspinanie po około 20-metrowych liniach o przystępnych trudnościach w zakresie od 5 do 7a; wartym polecenia pasażem jest Stone Mason 6a+. Hedbury oferuje bardziej pompujące drogi, głównie w przedziale 6b–7a. W Dancing Ledge czekają już nieco bardziej wytężające, lekko przewieszone linie – na uwagę zasługuje nie tylko ze względu na nazwę, ale i jakość Rambling Moses Weetabix and the Second Park Seven 6b+.

Także tutaj można „liznąć” klifowego wspinania z wiszącymi nad morzem stanowiskami, choć oferta skierowana jest przede wszystkim do osób swobodnie poruszających się w trudnościach siódemkowych. Sportowe drogi w Blacker’s Hole nie są natomiast polecane ze względu na kiepski stan asekuracji, wymagający gruntownej wymiany.

Sztandarowym sektorem sportowym pozostaje The Promenade. To właśnie tutaj znajdują się najtrudniejsze linie, startujące z nadmorskiej półki. Choć wyceny nie powalają na kolana, kompetentni „siódemkowicze” znajdą sporo długich przewieszek i dachów w swoim zakresie – jak siłowa Liquid Steel 7c, prowadząca przez sześciometrowy daszek, czy bardziej techniczna Tessellations 7b, biegnąca przewieszonym filarem.

Na koniec: woda zamiast gleby

Uff… sporo tego jak na weekendowy wypad. A przecież nie wypada nie wspomnieć o Fisherman’s Ledge – miejscu oferującym mieszankę wspinania tradowego, sportowego oraz… deep water solo. I to jakie! Wystarczy wspomnieć Fathoms E3 5b (S1), prowadzącą palczastym odpęknięciem z cruxem niemal na końcu drogi, jakieś 20 metrów nad „glebą”, czyli wodą. Albo siedemnastometrowy, przewieszony filar The Great Shark Hunt E4 6a (S0), uznawany za jeden z najładniejszych DWS-ów w okolicy.

Do klasyków deep water solo należą tu również The Conger E2 5c (6b, S0) oraz Freeborn Man 6c (S1). Pierwsza z nich to wyjątkowo pamiętna linia, poprowadzona w niezwykle klimatycznej scenerii – trawersuje się wzdłuż rysy do niszy tuż przed grotą, by następnie wspinać się systemem zacięć, płyt i komina, cały czas balansując nad wodą. Freeborn Man to z kolei absolutny klasyk z „miękkim lądowaniem”: po podejściowym trawersie droga prowadzi płytą, stromą ścianą z chwytami-kieszeniami do charakterystycznego otworu, skąd kilka technicznych ruchów wyprowadza na górną płytę.

Zanim morze podejmie decyzję za ciebie

Na koniec dwie ważne uwagi praktyczne. Po pierwsze, przed planowaniem wspinania warto sprawdzić – i bezwzględnie respektować – okresowe ograniczenia dostępu do niektórych sektorów związane z lęgami ptaków. Aktualne informacje publikowane są na stronie British Mountaineering Council (www.thebmc.co.uk). Po drugie, kluczową rolę odgrywają przypływy. Znajomość „rozkładu jazdy” morza oraz świadomość, które sektory i drogi są zagrożone przy wysokiej fali, to w Swanage absolutna podstawa bezpiecznego działania.

Bo Swanage to nie tylko wspinanie nad morzem, ale moment, w którym zostajesz na linie sam – z partnerem, klifem i Atlantykiem pod stopami.


Praktyka: przewodnik, noclegi i dojazd

W Swanage warto zawsze mieć ze sobą przewodnik – w terenie łatwo się pomylić, bo kolejne okapy i przewieszenia potrafią wyglądać zaskakująco podobnie. Podstawową pozycją pozostaje Rockfax Dorset, opracowany przez Marka Glaistera i Pete’a Oxleya. To solidny przewodnik obejmujący nie tylko Swanage, ale również inne rejony hrabstwa, w tym Portland. Diagramy oparte na zdjęciach (często od strony morza) oraz czytelne opisy sprawdzają się szczególnie przy drogach wymagających zjazdów.

Baza noclegowa w Swanage jest dobrze rozwinięta. Najbliżej klifu znajdują się dwa popularne campingi: Tom’s Field oraz Priestway Holiday Park. Samo miasteczko oferuje pełne zaplecze – sklepy (w tym duży Co-Op), puby i restauracje. Wspinający się w rejonach Dancing Ledge i Winspit mają szczególnie blisko do pubu The Square and Compass, a tuż nad klifem warto zajrzeć do The Durlston Castle Inn.

Dojazd na Wyspy nie stanowi problemu – najwygodniej celować w lotniska w okolicach Londynu lub w Bristolu. Podróż do Swanage zajmuje około trzech godzin z Londynu i cztery z Bristolu. Dla korzystających z transportu publicznego pomocne są planery tras, takie jak traveline.org.uk, a na miejscu lokalne rozkłady jazdy.


Tekst pierwotnie ukazał się w Magazynie Góry 10/2009


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *