Festiwal Banff od lat wyznacza wizualne standardy fotografii górskiej i outdoorowej. Tym ciekawsze jest pytanie, co dziś naprawdę nagradzamy: opowieść, obraz, emocję — czy raczej skuteczny materiał promocyjny? Tegoroczna edycja konkursów fotograficznych prowokuje do kilku niewygodnych refleksji.
Kilka lat temu na blogu miałem okazję zaprezentować Valerie Sauers — wyróżnioną w konkursie fotograficznym podczas znamienitego festiwalu Banff w 2008 roku. Praca Amerykanki wywołała wówczas pewną dyskusję, także w polskim środowisku. Była na tyle ciekawa, że przełamywała dominujący w fotografii wspinaczkowo-górskiej perfekcjonizm techniczny, proponując obraz bardziej miękki, niejednoznaczny, świadomie nieidealny.
„Bouldering in Central Park” wprost nawiązywało — w moim odczuciu — do piktorializmu, pierwszego nurtu fotograficznego uznawanego za sztukę, powstałego na przełomie XIX i XX wieku. Styl ten nie został jednak szerzej podchwycony, a sama Sauers — z tego, co wiem — rozwija się dziś na zupełnie innych polach fotograficznych.
Powrót do Banff
Po kilku latach przerwy ponownie pochyliłem się nad konkursami fotograficznymi Banff. Jednym z pierwszych rozstrzygnięć był konkurs „Signature Image”, który — dość wcześnie, bo już w maju — wyłania zdjęcie promujące daną edycję festiwalu.
Stawka jest wysoka: do nagrody finansowej (do 1000 dolarów kanadyjskich) dochodzi ogromna ekspozycja — plakaty w około 40 krajach, Banff World Tour, kartki pocztowe, banery reklamowe, strony internetowe, dziesiątki tysięcy broszur i programów festiwalowych oraz magazyny World Tour. To już nie tylko fotografia — to obraz marketingowy.
Signature Image: skuteczny obraz
W tym roku „bank rozbił” Soren Rickards, mieszkający na co dzień w Chamonix:

20-letni Brytyjczyk tak opisuje moment powstania fotografii:
Zdjęcie zostało zrobione w styczniu 2015 roku. Wytworzyła się niezwykła atmosfera na niebie, kiedy silny fen zerwał się tuż po wielkiej burzy śnieżnej. Wirujące chmury przybrały dziwaczną postać w wieczornym świetle. Nie sądzę, bym kiedykolwiek zrobił zdjęcie takich Les Drus ponownie!
Autor właściwie powiedział już wszystko. Był w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie — i wstrzelił się idealnie w założenia konkursu. Obraz doskonale spełnia funkcję materiału promocyjnego.
Choć mój komentarz można odebrać (i słusznie) jako sceptyczny, warto zajrzeć na stronę Rickardsa (www.sorenrickards.com). Portfolio jest obszerne — jak na dwudziestolatka imponujące — choć nierówne. Z kilku prac mógłby bez większej straty zrezygnować. Widać jednak wyraźnie fotograficzną zajawkę. Do dopracowania pozostaje aranżacja obrazu, która chwilami grzeszy przypadkowością. Niemniej — warto obserwować dalszy rozwój jego kariery.
Photo Essay: narracja pod presją formatu
Podczas samego festiwalu rozstrzygnięto również konkurs Banff Mountain Photo Essay Competition, w którym oceniany był zestaw zdjęć tworzących spójną narrację. Organizatorzy narzucili przy tym dość restrykcyjne ramy: maksymalnie pięć fotografii.

Zwyciężyła Justa Jeskova — Kanadyjka pochodząca ze Słowacji — za esej o wyprawie rowerzystów górskich do Gwatemali w poszukiwaniu nieodkrytych tras.
„Najbardziej pamiętną częścią podróży były interakcje z mieszkańcami” — wspomina autorka.
Otwierające zdjęcie rzeczywiście można by tym zdaniem podpisać. Niestety im dalej w zestaw, tym gorzej. Kilka fotografii zestawionych razem z dorobioną na siłę historią. Nie widzę tu spójnej narracji, interakcji ani opowieści. Czwarta fotografia — przedstawiająca uścisk dłoni z przypadkowo napotkanym mieszkańcem — bije sztucznością i ogromnym dystansem pomiędzy „witającymi się” ludźmi. Co więcej, sam Gwatemalczyk nawet nie spojrzał w stronę rowerzysty, choć — jak zaznacza autorka — takich nowoczesnych rowerów w okolicy wcześniej nie widziano.

Finaliści bez zaskoczeń
Grono finalistów uzupełnili: David Jackson, Tero Repo, Thomas Senf oraz Tim Taylor. Uwagi dotyczące pracy Jeskovej można — niestety — w dużej mierze przepisać również tutaj.
Na tym tle najciekawiej prezentuje się meksykańska wyprawa kajakowa Davida Jacksona. Ograniczenie do pięciu zdjęć wyraźnie nie przysłużyło się tej historii, pozostawiając niedosyt. A szkoda — tło społeczne jest tu niezwykle interesujące. Wyprawa odbywała się w jednym z najuboższych regionów Meksyku, gdzie działa zapatystowska partyzantka realizująca cele alterglobalistyczne i antykapitalistyczne.
Nieufność i dystans miejscowej ludności wobec przyjezdnych są na zdjęciach wyraźnie widoczne. Jackson pozostaje jednak uważnym obserwatorem, nie próbując „dorabiać ideologii”. Oddaje rzeczywistość taką, jaka jest — piękną i niepokojącą jednocześnie.

Kilka słów na koniec
Idąc dalej: Tero Repo prezentuje wybór chaotyczny, Thomas Senf (znany mi z czasów redagowania fotoedycji Magazynu Góry) proponuje banalną opowieść „od taksówki na szczyt”, a Tim Taylor zdaje się fotografować jedno miejsce, obracając się wokół własnej osi. Złośliwie dodam, że zaprezentował dwa niemal identyczne zdjęcia — jedno w pionie, drugie w poziomie.
W tytule postawiłem znak zapytania po słowie „rozczarowanie”. I choć powyżej byłem dość krytyczny, trzeba uczciwie przyznać, że formuła fotoeseju do pięciu zdjęć jest dużym wyzwaniem. Nie oznacza to jednak, że należy ją zawsze wypełniać do maksimum.
Pozostawiam więc pytajnik — i wrócę do tematu po marcowym finale hiszpańskiego konkursu Memorial Maria Luisa.
Prace finalistów można oglądać na stronie festiwalu: www.banffcentre.ca
Łatwo wypunktować Banff za powtarzalność obrazów i festiwalową estetykę, która coraz częściej ociera się o marketing. Trudniej jednak pominąć fakt, że od lat pozostaje on jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla fotografii i filmu górskiego. Nie dlatego, że zawsze nagradza rzeczy najciekawsze, lecz dlatego, że wciąż wyznacza wspólną przestrzeń rozmowy.
Banff nie jest festiwalem awangardy. Jest raczej miejscem spotkania bardzo różnych wrażliwości — od czystej przygody po próby opowiedzenia świata bardziej złożonego, społecznego czy kulturowego. To stąd obrazy gór wyruszają w świat, kształtując nasze wyobrażenia o tym, jak dziś „wygląda” outdoor.
I w tym sensie Banff pozostaje ważny także wtedy, gdy rozczarowuje. Bo prowokuje do pytań, do sporów i do krytyki. A dopóki o fotografii górskiej chce się dyskutować — dopóty znaczy, że wciąż żyje.
